Morderstwo majstra w fabryce „Krusche i Ender”


Winieta "Expressu Wieczornego" i nagłówek informujący o zabójstwie w Pabianicach, źródło: "Express Wieczorny Illustrowany", nr 61, 02.03.1929, s. 1.

Hala fabryczna, w której zabito majstra Józefa Otto, źródło:"Express Wieczorny Illustrowany", nr 63, 04.03.1929, s. 1.

Przedwojenna prasa zabójstwo majstra fabrycznego Józefa Otto ochrzciła „mordem” oraz „krwawymi porachunkami”. Co wówczas wydarzyło się w murach fabryki „Kruschego i Endera” w Pabianicach?

Zabójstwo majstra fabrycznego Józefa Otto poruszyło opinię publiczną Pabianic oraz Łodzi. Znalazło ono swoje odbicie m.in. w prasie łódzkiej. Najszerzej owo wydarzenie opisywał „Express Wieczorny Ilustrowany”. Dziennik ten w przeciwieństwie do konkurencji przeprowadził szczegółowe dochodzenie oraz przedstawił liczne świadectwa osób, które miały styczność z opisywanymi wydarzeniami.
Do omawianego morderstwa doszło we wczesnych godzinach wieczornych 1 marca 1929 r.  w jednej z hal fabrycznych, w tzw. krochmalni. Liczna załoga znajdująca się w tym czasie na jej terenie, zdaniem wielu, mogła być świadkiem śmiertelnie zakończonego konfliktu miedzy J. Otto a wieloletnim robotnikiem Onufrym Młynarczykiem. Niestety, na co wskazywała prasa, wielu potencjalnych świadków zaprzeczyło jakoby widzieli zabójcę uderzającego swojego zwierzchnika ciężkim narzędziem. Obaj Panowie byli silnie związani z miejscem pracy. J. Otto pełnił swoją funkcję od ponad 30 lat, zaś O. Młynarczyk od ponad 20. Mężczyźni w chwili opisywanych wydarzeń mieli po 53 lata i jak opisywała ich załoga fabryki, „starsi Panowie” byli dobrymi fachowcami, w pełni oddanymi firmie.

Kim byli J. Otto i O. Młynarczyk?
„Express Wieczorny Ilustrowany” chcąc poinformować swoich czytelników o zabójstwie i ukazać w szerszym świetle tło wydarzenia, opublikował wywiady z rodziną zamordowanego, zabójcy oraz pracownikami firmy „Krusche i Ender”. Wspomniane rozmowy przeprowadzone przez współpracownika dziennika ukazały szerszej publiczności sylwetki obu pracowników przedsiębiorstwa.
J. Otto mieszkał wraz z małżonką i synem w jednopokojowym mieszkaniu przy ul. Kościuszki 4/6. Wdowa po zabitym tak opisywała swojego męża: „Mąż mój W CIĄGU OSTATNICH TRZECH TYGODNI BYŁ BARDZO CIĘŻKO CHORY. Lekarze myśleli, że już go nie będą mogli utrzymać przy życiu. Wyzdrowiał jednak i DRUGIEGO DNIA PO POWROCIE DO PRACY ZOSTAŁ ZAMORDOWANY… Dlaczego? Czego chciał od niego ten Młynarczyk?” – zapytywała zrozpaczona kobieta. Nie wiedziała dlaczego mąż został zamordowany bez wyraźnej przyczyny. Nie znała osoby mordercy. W rozmowie z dziennikarzem zapewniała, że „[…] gdyby miewał jakieś zatargi z Młynarczykiem, to by mi o tem powiedział, bo lubiał mi opowiadać o wszystkiem co się działo w fabryce”. Dodawała również: „MĄŻ MÓJ NIGDY NIE MIAŁ ŻADNYCH WROGÓW. TO BYŁ NADZYWCZAJ SPOKOJNY CZŁOWIEK. ROBOTNICY GO WPROST UBÓSTWIALI”. Relacja wdowy ukazywała J. Otto jako człowieka pracy, dla którego fabryka i rodzina były najważniejsze. W piątkowe południe [w dzień zabójstwa – przyp. autor] majster wychodził do pracy „[…] w doskonałem usposobieniu”. Wieczorem miał wrócić na kolację z rodziną, lecz zamiast niego o godz. 20 w drzwiach ujrzała wysłanników fabrycznych, informujących ją o zdarzeniu. Rodzina ofiary jak donosił dziennik była bardzo doświadczona przez życie. Kilka lat wcześniej w Prusach zmarła ich córka, zaś niedługo później 18-letni syn. Śmierć męża wstrząsnęła ogromnie kobietą, na co wskazuje krótkie i bardzo wymowne zdanie: „[…] TERAZ MĄŻ… ZOSTAŁAM TERAZ NA ŚWIECIE TYLKO Z JEDNYM CHŁOPCEM”.
Rodzina Młynarczyków zajmowała dwupokojowe „[…] przyzwoicie umeblowane mieszkanko” przy ul. Narutowicza 6. Zabójca miał 6 dzieci. „Jeden z jego synów był swego czasu NACZELNIKIEM STRAŻY OGNIOWEJ W DŁUTOWIE, obecnie zaś jest buchalterem w firmie Kindler w Pabianicach. Starszy syn i córka pracują w fabryce Krusche i Endera, pozostałe dzieci chodzą do szkoły”. Żona na wieść o czynie męża rozchorowała się do tego stopnia, że dziennikarz nie mógł przeprowadzić z nią wywiadu. Rozmówcą, który zgodził się na spotkanie był jeden z synów  O. Młynarczyka. Nie ukrywał on swojego zdenerwowania. Wyznał, że relacje majstra i jego ojca cechowały ciągłe niesnaski. „Mówił, że Otto niesłusznie uważa, że on źle spełnia swe obowiązki. Ojciec stale twierdził, że lepiej się orientuje w krochmalni, niż Otto. Bolało go strasznie, że majster go nie docenia”. Między oboma mężczyzna nigdy nie doszło do otwartej awantury. Relacje między nimi opierały się na „przekomarzaniu”, które nikt z zatrudnionych nie brał na serio. Uznawano to za mało znaczące utarczki słowne, charakterystyczne dla pracy w fabryce. Dzięki swojej długoletniej pracy „[…] zaskarbił względy firmy, lecz w czasach ostatnich zmieniło się usposobienie Młynarczyka, który począł coraz częściej odwiedzać restaurację”. Przez rodzinę oceniany był jak bardzo spokojny, lecz wpływ alkoholu wzmagał u niego agresywne zachowanie: „Czasami tylko gdy trochę wypił, stawał się wojowniczy. Nigdy wówczas nikogo nie zaczepiał, ale nie lubił, gdy mu ktoś wchodził w drogę. W domu też tak było. Gdy był trochę pijany i ktoś się nim poczynał kłócić, wówczas tracił panowanie nad sobą”. W piątek, gdy wychodził do pracy był trzeźwy, lecz po drodze zaszedł do jednego z lokali lub znajomego na kieliszek wódki.
Co o obu mężczyznach mówili pracownicy fabryki? „Robotnicy wyrażają się bardzo dobrze zarówno o zabójcy, jak i zamordowanym. Nikt nie może zrozumieć krwawej tragedii. – Obaj byli to starsi ludzie. – mówią nam – którzy po za swą pracą świata nie widzieli… Nigdy nie kłócili się… Może tam były pomiędzy nimi jakieś nieporozumienia, ale nikt o tem nie słyszał. Młynarczyk nie był pijakiem. Czasami przed pracą wypił kieliszek wódki, ale nigdy się nie upijał…”.
Źródło: "Express Wieczorny Illustrowany", nr 64, 04.03.1929, s. 1.
Źródło: "Express Wieczorny Illustrowany", nr 64, 04.03.1929, s. 1.

Zabójstwo
Dnia 2 marca 1929 r. w oddziale przygotowawczym tkalni, w tzw. krochmalni, gdzie pracowali J. Otto i O. Młynarczyk doszło późnym popołudnie do kłótni między mężczyznami. Majster, który wielokrotnie zwracał uwagę swemu podwładnemu, iż jego zachowanie tj. przychodzenie do firmy w stanie nietrzeźwym lub na rauszu, stanowią zasadnicze uchybienie normom pracy. Jak komentowała opisywane zdarzenie „Ilustrowana Republika”: „[…] Otto niejednokrotnie zwracał się do robotnika i w sposób przystępny tłumaczył, że tak dłużej postępować nie wolno oraz że jeśli nie zmieni się, traci pracę w fabryce, mimo, iż przepracował w niej wiele lat”. Upominany pracownik znany z tego, że pod wpływem alkoholu był drażliwy i nie znosił krytyki uznał, że majster chce go usunąć z pracy. Za takim zdaniem miały przemawiać liczne upomnienia, zwracanie uwagi na „zaniedbania” oraz „wymówki” czynione przez przyszłą ofiarę. Ciągłe zdenerwowanie, narastająca frustracja oraz wpływ alkoholu utwierdzały O. Młynarczyka w przekonaniu, że jest ofiarą prześladowania i poczęła rodzić się w nim chęć zemsty za wszelkie „upokorzenia”.
W późnych godzinach popołudniowych - tak jak miało to miejsce wielokrotnie - doszło do utarczki słownej między mężczyznami (robotnicy zaczynający zmianę z przyszłym mordercą wskazywali, że po przybyciu do zakładu rozpoczął swoją pracę z widocznymi objawami nietrzeźwości). Według doniesień „Ilustrowanej Republiki”: „Stwierdzono pozatem, że przyniósł on z sobą wódkę, którą popijał przy pracy. Widząc to, majster Otto zwrócił robotnikowi uwagę w tonie ostrym i kategorycznym, ostrzegając po raz ostatni, że jeśli nie poprawi się, powiadomi dyrekcję zakładów o jego zachowaniu się i spowoduje wydalenie go”. Majster tracąc chęć do dalszej polemiki oraz odczuwający oburzenie z powodu bezpodstawnych oskarżeń, jakoby prześladował swego podwładnego, odszedł od maszyny przy której pracował O. Młynarczyk. Rozwścieczony pracownik niesiony emocjami nie wytrzymał i chwycił pierwszą rzecz jaką miał pod ręką, a był to ciężki żelazny wałek, którym z całej siły zadał cios w głowę ofiary. „Otto runął na podłogę, tracąc przytomność”.
Robotnicy widzący przerażającą scenę oniemieli z przerażenia. Zdziwienie oraz strach obezwładniły pracowników krochmalni do tego stopnia, że żaden z nich nie podjął próby ratowania majstra lub obezwładnienia zabójcy, który kontynuował swoją krwawą zemstę uderzając w amoku leżącego po głowie i plecach. Ostatecznie któryś z "widzów" pobiegł do dyrekcji zakładów powiadamiając o zajściu. Czym prędzej na miejsce zbrodni „[…] przybył […] dyrektor fabryki p. [Ryszard] Kanenberg, który przy pomocy robotników obezwładnił Młynarczyka i powiadomił o zajściu władze”.  Inna wersja wydarzeń mówiła, że „[…] na sali fabrycznej w czasie gdy rozgrywała się krwawa tragedia – nie znajdowało się się kilkudziesięciu robotników i kilku majstrów. Żaden z nich jednak nie widział, co się działo przy maszynie przy której pracował Młynarczyk”. Dopiero wówczas pracujący porzucili pracę i zebrali się przy śmiertelnie rannym majstrze. Pytano pochylonego nad ofiara O. Młynarczyka o okoliczności zdarzenia, lecz nie uzyskali żadnej odpowiedzi.
Okoliczności ujęcia mordercy sprzeczne z powyższym opisem podawał „Express Wieczorny Ilustrowany”, który dzień po zabójstwie przeprowadził rozmowę z dyrektorem, który tak opisywał wydarzenia w fabryce: „Onegdaj o godz. 7.30 po poł., gdy siedziałem u siebie w gabinecie, zawiadomiono mnie, że w tkalni w oddziale krochmalniarni zdarzył się jakiś wypadek. Udałe się natychmiast do Sali fabrycznej. Przed jedną z maszyn ujrzałem kałużę krwi. Majstra, ani zabójcy nie było. Otta w międzyczasie wyniesiono do ambulatorium, a Młynarczyk gdzieś się ulotnił. Nikt z robotników nie chciał mi powiedzieć, co się stało. Dopiero po kilku minutach jeden z majstrów powiedział mi, że widział jak Młynarczyk bił Otta po głowie żelazną sztabą”. R. Kaneneberg pytał zebranych co było powodem tak krwawego zajścia. Niestety nikt nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie. Wobec niemożności dojścia przyczyny zajścia wrócił do swojego gabinetu, w którym po kilku minutach pojawił się zabójca. „Przyszedł sam. Nie wzywany przez nikogo. Zbliżył się żołnierskim krokiem do dyr. Kanenberga i skłonił się nisko”. Od razu dało się zauważyć, że przybyły był pod wpływem alkoholu. Tak rozmowę z O. Młynarczykiem przedstawiał dyrektor zakładów:
- „Co się właściwie stało? – spytałem go.
- Majster uważał, że ja źle pracuje, a to jest nieprawda. Wszyscy wiedzą, że znam się na swojej robocie. Dzisiaj majster przysłał mi jakiegoś praktykanta, żeby mi pomagał. Ta pomoc był[a] mi zupełnie niepotrzebna. Przed wieczorem Otto począł a mnie krzyczeć, że opieszale pracuję. Gdy mi począł ubliżać – uderzyłem go! Co dalej było nie pamiętam!...
- Przecież mógł Pan wnieść do mnie skargę, a nie rzucać się na człowieka!
- Panie dyrektorze,  odparł podniesionym głosem Młynarczyk, gdyby panu ktoś tak ubliżył, jak Otto mnie, to pan też musiałby go uderzyć!... [jeżeli rzeczywiście miało miejsce opisywane wydarzenie, nikt nie mógł potwierdzić podawanej przez mordercę wersji].
- A co on panu powiedział?
- Tego nie mogę Panu powiedzieć! Tego nikomu nie powiem!”
W dalszej części rozmowy, bliski płaczu O. Młynarczyk przyznał, że „[…] piłem, jak zwykle. Zmieszałem spirytus z wodą i wypiłem jednego!...”. Niebawem po tym na miejsce przybyła policja, która zabrała winnego do aresztu. Według cytowanego dziennika O. Młynarczyk był opanowany i posłusznie udał się do komisariatu, gdzie „[…] oddano [go] do dyspozycji sędziego śledczego na powiat łaski, z polecenia którego w dniu wczorajszym [tj. 2 marca - przyp. autor] zbrodniarz przewieziony został pod eskorta policyjną do jednego z więzień w Łodzi”. Twierdził nadal, że „[…] Majster mnie obraził – mówił – więc go uderzyłem, czy mogłem inaczej postąpić?”. Dziennik „Głos Poranny” podawał, że zapytany o powód zabójstwa winowajca odparł: „Zwrócił mi uwagę, a ja uwag wysłuchiwać mogę tylko od osób wyżej postawionych, począwszy od dyrektora tkalni”. Mimo to wkrótce potem, gdy opadły lekko emocje przyznał, że dokonany czyn nie był niczym ważnym spowodowany. Ostatecznie „tajemnica zbrodni [zdaniem „Expressu Wieczornego Ilustrowanego”] nie została więc całkowicie wyjaśniona”.
Morderca nie mógł zrekonstruować wydarzeń z hali fabrycznej, co wskazywałoby na „amok”, w który wpadł z chwilą dokonywania zbrodni. Robotnik „[…] nie przypomina sobie już, czy pchnął swą ofiarę na maszynę, czy też uderzył ją sztabą żelaza. Powstała bowiem wersja, że Młynarczyk nie uderzył Otta w głowę, lecz pchnął go na maszynę, skutkiem czego ten został ciężko poraniony”. Oględziny ciała dowiodły, że ofiara otrzymała trzy ciosy sztabą żelazną. Dwa w głowę i raz w plecy. Uderzenia w czaszkę doprowadziły w ostatecznym rozrachunku do rozłupania jej i „wypłynięcia mózgu”.
Ciężko rannego przeniesiono niezwłoczne do ambulatorium, a następnie do szpitala miejskiego, gdzie z powodu znacznego uszkodzenia mózgu szybko zmarł. Pierwszą osobą poinformowaną o wydarzeniach fabrycznych miał być zdaniem „Ilustrowanej Republiki” szwagier zmarłego p. Rensz, będący właścicielem małej tkalni zlokalizowanej obok fabryki „Kruschego i Endera”. Opisywana sprawa wstrząsnęła miastem, wywierając „[…] silne wrażenie wśród mieszkańców Pabjanic”. Dziennik ten nadmieniał, „[…] że firma Krusche i Ender istnieje od 100 lat, a tego rodzaju wypadek zdarzył się tu po raz pierwszy”.

Źródło: 
1. "Express Wieczorny Illustrowany", nr 61, 02.03.1929, s. 1; nr 62, 03.03.1929, s. 1; nr 63, 04.03.1929, s. 1.
2. "Głos Poranny", nr 30, 03.03.1929, s. 1.
3. "Ilustrowana Republika", nr 61, 03.03.1929, s. 5.

Autor: M. Z. Jaśniewski

Komentarze