"Zbrodniczy szwagier" z Dobronia
Źródło: "Express Wieczorny Ilustrowany”, nr 15, 15.01.1930, s. 3.
Liczne
konflikty oraz animozje rodzinne towarzyszą nam od niepamiętnych czasów. Bardzo
często w obrębie jednej rodziny dochodzi do licznych polemik lub scysji np. na
tle majątkowym, różnicy zdań, chęcią dominacji jednej jednostki nad drugą,
obopólnych oskarżeń o wszelkie niepowodzenia lub szkody itd. Nie inaczej było i
w opisywanym przypadku.
Dwaj
szwagrowie, Bronisław Choiński i Wincenty Czekalski, posiadali w Dobroniu
dobrze zarządzane oraz duże gospodarstwa rolne. Prócz łączących ich więzi
rodzinnych, rzeczą wspólną było również sąsiedztwo. Mieszkanie „przez płot” dla
obu gospodarzy naznaczone było ciągłą walką i niesnaskami, które powodowały
coraz większą frustrację u obu Panów. Od wielu lat ich kontakty opierały się na
ciągłych kłótniach o każdą drobnostkę. Zamiast dopomagać sobie i w zgodzie
rozwijać swoje majątki „[…] szwagrowie kłócili się […] podejrzewając
jeden drugiego o kradzieże, umyślne niszczenie zasiewów itd.”. Jak można
się domyślić do eskalacji kontaktów mógł doprowadzić dowolny zbieg
okoliczności. Iskrą, która „podpaliła beczkę prochu”, stał się przypadkowy
pożar zabudowy B. Choińskiego. Mieszkańcy wsi widząc rodzącą się pożogę czym
prędzej rzucili się do tłumienia żywiołu. Szybka reakcja i dobrze
przeprowadzona akcja gaśnicza sąsiadów uratowała poszkodowanego, jego rodzinę i
majątek. Niedługo po tym na miejsce przybyła grupa dochodzeniowa, której
werdykt nie pozostawiał wątpliwości. Pożar był wynikiem wadliwej budowy komina.
Niestety Choiński nie miał chęci przyjąć do wiadomości słów biegłych. Jak to
często ma miejsce także dziś, bohater niniejszego artykułu ukuł w międzyczasie
własną teorię i całą winą obciążył swego szwagra. Mimo starań i rzeczowych
wyjaśnień nikt, ani nic nie było wstanie zmienić zacietrzewienia Bronisława.
Kilka
dni po pożarze Choiński złożył niespodziewaną wizytę Czekalskiemu. Od progu
rozpoczęła się utarczka słowna: „- Czy ty myślisz –
oświadczył mu – że ja nie wiem, że to była twoja robota? Przede mną nic nie
potrafisz utaić. Ja wszystko widzę i potrafię się mścić. Teraz na mnie
przyjdzie kolej...
-
Tobie się już zupełnie w głowie przewróciło - odparł mu szwagier. – Jeżeli nie
cofniesz tych słów, pójdę na policję i powiem o twoich groźbach”.
Awantura
zaczęła z minuty na minutę przybierać coraz większy rozmiar. Obie strony
konfliktu silnie obstawały przy swoich racjach i nic nie było już wstanie
zapobiec nadchodzącej bójce. Choiński wprost obiecywał szwagrowi wyrafinowaną
zemstę, która byłaby odpowiednią karą lub formą zadość uczynienia za wszelkie
zło. Czekalski mając dość bezsensownej kłótni i odczuwający silne wzburzenie,
nie wytrzymał i chciał udać się do najbliższego posterunku policji w celu
złożenia zawiadomienia o groźbach pod jego adresem. „Choiński nie pozwolił
mu jednak wyjść z mieszkania. Przy drzwiach, pomiędzy szwagrami wynikła zajadła
bójka, w czasie której Choiński uderzył Czekalskiego w głowę kłonicą”.
Zadany cios od razu pozbawił poszkodowanego przytomności. Świadkowie tego
zdarzenia czym prędzej posłali po lekarza, który po przybyciu
udzielił natychmiastowej pomocy ofierze zajścia. Po opatrzeniu ran Czekalski
został odwieziony do szpitala. Zadany cios było na tyle mocny, że ranny
przeleżał w szpitalnym łóżku kilka miesięcy – domyślić się można jedynie, że
ledwo uniknął śmierci kończąc na swoje „szczęście” z pęknięta czaszką.
Wzburzonego
winowajcę prędko aresztowano i przedstawiono mu akt oskarżenia. Sprawca
„[…] stanął [w dniu 14.01.1930 r. – przyp. autor] […] przed
sądem okręgowym, który po rozważeniu sprawy skazał go na rok więzienia”.
Autor: M. Z. Jaśniewski



Komentarze
Prześlij komentarz